Maszyna do zapominania
Dawid Podsiadło puścił teledysk „na błysk", użył sztucznej inteligencji do efektów — i internet chwycił za widły. Tłum, który krzyczy „AI zabiera ludziom pracę", jako dowód pokazuje materiał, przy którym czterdzieścioro ludzi tę pracę dostało.
Zarzut brzmi dumnie: poszedł na łatwiznę. Popatrzmy więc na tę łatwiznę z bliska.
Czterdzieścioro ludzi. Miesiąc zdjęć po całej Warszawie, kilkadziesiąt lokacji, obraz kręcony kamerą, zmontowany z prawdziwych ujęć w klimacie starego VHS-u. Sztuczna inteligencja weszła na sam koniec — po zamknięciu montażu, do efektów, jako jedno z wielu narzędzi. Tyle z relacji ekipy. Reszta to domysły dorobione przez komentarze pisane wielkimi literami.
Bo jak wygląda taka produkcja od środka? Ktoś buduje look. Ktoś stawia sceny. Ktoś montuje, koloryzuje, robi dźwięk, dokleja zdjęcia z planu, czyści kadry i ratuje to, czego model nie dowiózł. „Generuj" to może pięć procent roboty. Cała reszta to ci sami fachowcy, co przy każdym innym klipie — tyle że nikt im tym razem nie podziękował.
Niech będzie jasne: klikanie „generuj" bez pomysłu istnieje. Tak rodzi się slop, którym zalany jest internet, a Wspaniałości gardzą nim z całą mocą. Ale slop a świadoma produkcja z reżyserem, ekipą i decyzją na każdym etapie to dwie różne planety.
Jest jeszcze warstwa, którą krytycy przegapili — a szkoda, bo najpiękniejsza. „Na błysk" wyrasta z „Zakochanego bez pamięci" Gondry'ego. Z filmu o maszynie, która wymazuje wspomnienia. Utwór jest o modyfikacji pamięci. Narzędzie, które potrafi zmyślić obraz, jakiego nigdy nie było, leży tu w samym sercu tematu. Forma podaje rękę treści — i to nie przypadek, tylko reżyseria.
Smaczek dla pamiętliwych: ten sam lęk wraca co pokolenie. „To nie prawdziwe instrumenty" — mówiono o syntezatorze. „To oszustwo" — o autotunie. „To nie sztuka, to mechanika" — o fotografii, sto pięćdziesiąt lat temu. Za każdym razem ktoś bronił rzemiosła przed maszyną, i za każdym razem rzemiosło maszynę wchłaniało, przeżuwało i robiło z niej pędzel.
„Dziś AI w klipie, jutro AI będzie śpiewać za ciebie" — ostrzegają. To już nie recenzja teledysku. To lęk przebrany za recenzję. Lęk rozumiem, sam czasem go mam. Tylko celuje w nie tego.
Można wyklikać obrazek. Film trzeba zrobić — i tu akurat go zrobiono, w czterdzieści par rąk.