Dziś w numerze:
Jak złożyć z przypadków sens
Steczkowska w Opolu: perła czy przerost formy?

Wspaniałości

Pismo humorystyczno-magiczne dla ludzi i istot ciekawych świata
Numer zerowy6 czerwca 2026Cena: 2 szelągi

Człowiek? Legenda!

Numer zerowy — siedem powodów, żeby uwierzyć w baśnie na trzeźwo

✦ Felieton numeru

Spisek w Twojej sprawie

Mózg człowieka ma jeden ulubiony sport: łączenie kropek. Robi to, czy chcesz, czy nie. A gdy trzy razy z rzędu trafisz na tę samą piosenkę, zaczynasz podejrzewać, że ktoś coś knuje. I tu mam dla Ciebie wiadomość, która zrujnuje połowę internetu: masz rację. Ktoś coś knuje.

Tylko spokojnie. Najpierw fakty, jak u Poirota, zanim wskażemy mordercę. Nauka nazywa ten odruch apofenią — skłonnością do widzenia wzoru tam, gdzie statystyk wzruszyłby ramionami. Ten sam mechanizm produkuje teorie o jaszczuroludziach w rządzie i o tym, że ekspartner śledzi Cię przez lodówkę. Paranoja i wdzięczność rosną z jednego korzenia. To ten sam mięsień, tylko inaczej napięty.

Dzieciaki od braci Duffer wchodzą do piwnicy w Hawkins nie dlatego, że są odważne. Wchodzą, bo czują, że coś się dzieje. Mogłyby wezwać elektryka. Wybierają wersję, w której świat ma drugie dno i akurat one dostały do niego klucz. To decyzja montażowa.

Dostajesz dokładnie te same kropki co wszyscy. Spóźniony pociąg, telefon od kogoś, o kim właśnie myślałeś, robota, która się rozsypała pół roku przed tą lepszą. Z tych samych poszlak możesz złożyć kryminał, w którym wszyscy są przeciwko Tobie, albo taki, w którym ktoś — nazwij go losem, Bogiem, scenarzystą na nadgodzinach — rozsiewa tropy prowadzące do finału, którego jeszcze nie widać. Twoje porażki to czerwone śledzie.

Nie obiecuję Ci, że wszechświat załatwi awans, jeśli ładnie poprosisz. Obiecuję coś pewniejszego. Skoro mózg i tak ulepi opowieść z tego, co masz, to masz jeden realny wybór. Nie czy łączyć kropki. Tylko w jaki obrazek. Iluminaci od złego losu i Iluminaci od dobrego dysponują identycznymi danymi. Różni ich założenie, z jakim siadają do akt.

Detektyw o tym nie wie do końca. Ale autor już rozsiał wszystko, czego trzeba.

Redakcja · felieton numeru
✦ Recenzja

Od dziewczyny szamana do mamacity

Piątek, 5 czerwca, Opole. Justyna Steczkowska wchodzi w różowych cekinach, po chwili jest w czarnych pasach, na finał zakłada złote skrzydła i unosi się nad sceną. Amfiteatr śpiewa jej „sto lat", prasa pisze: skradła show. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie pytanie, które zostaje, kiedy opadnie mgła: co właściwie oglądaliśmy?

Zacznijmy od tego, co bezsporne. Trzydzieści lat temu Grzegorz Ciechowski wyprodukował jej „Dziewczynę szamana", a Irena Santor powiedziała „nie zgubmy tej perły". Głos jest fenomenalny — skala, technika, barwa, której w Polsce nie ma druga. Talent prawdziwy. Problem leży gdzie indziej.

Problem to forma, która zjadła treść. W Opolu Steczkowska nie zaśpiewała koncertu — wyreżyserowała pokaz. Im więcej cekinów, dymu i lin, tym mniej słychać, że ten głos nie potrzebuje żadnego z tych rekwizytów. To jak oprawiać brylant w neony.

Dalej język. Na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki finałowa „Gaja" ma wstawkę po angielsku i „zaklęcia" w pseudosłowiańskim narzeczu, które nie znaczą nic. A sama deklarowała kiedyś, że każdy powinien śpiewać w swoim języku. Ładnie powiedziane — szkoda, że obok własnej deklaracji.

Najmocniejszy dowód przyszedł miesiąc wcześniej. W maju Steczkowska wypuściła ze Skolimem „Mamacitę" — latino-hit o gorącej kobiecie po czterdziestce, sama nazwała ten projekt „mezaliansem". W jednym kwartale oddaje hołd Matce-Ziemi jako kapłanka żywiołów i nagrywa wakacyjny przebój. Oba naraz układają się w brak kompasu przebrany za wszechstronność. I wtedy cała ta duchowość zaczyna pachnieć kostiumem.

Jest jeszcze drobiazg, który zdradza resztę. Kreuje się na słowiańską kapłankę, śpiewa słowiańskie „zaklęcia" — a swój sztandarowy hymn nazywa „Gają", imieniem bogini z mitologii greckiej, nie słowiańskiej. Słowiańska Matka Ziemia ma własne imię: Mokosz. Tyle że Mokosz nie brzmi równie efektownie w eurowizyjnym refrenie. Bierze się to, co ładnie brzmi, nie to, co się ze sobą trzyma.

Bo kim ona dziś właściwie jest? Dziewczyną szamana z płyt Ciechowskiego? Eurowizyjną divą na lince? Kapłanką żywiołów? Mamacitą z letniej playlisty? Po trzydziestu latach wciąż nie wiadomo — i to jest najpoważniejszy zarzut. Nie brak talentu. Nadmiar kostiumów.

Ewa Demarczyk stała na scenie nieruchomo i samym głosem rozdzierała salę na pół. Wielkość czasem nie potrzebuje skrzydeł. Santor prosiła, żeby tej perły nie zgubić. Nikt jej nie zgubił. To perła sama nie potrafi się zdecydować, w której szkatułce chce leżeć.

Justyna Steczkowska · Opole 2026 · recenzja
✦ Poradnik babci Aliny

Sól na plamę, kapcie na zmartwienie

Babcia Alina radzi krótko, bo obiad się przypala.

Na natrętną myśl. Myśl, która wraca, to jak plama z czerwonego wina. Im mocniej trzesz, tym głębiej wchodzi. Babcia nie trze — sypie solą i idzie obrać ziemniaki. Z myślami to samo: nie szoruj jej rozumem o trzeciej w nocy.

Kto cię naprawdę lubi. Na imprezę przyjdzie każdy. Sprawdza się ten, kto zostaje, gdy goście poszli, a w zlewie stoi góra talerzy. Reszta to nie wrogowie — po prostu rosół ich interesował bardziej niż ty.

Na zmartwienie w nocy. O trzeciej nad ranem jest to samo zmartwienie co w południe. Różnica jest w oświetleniu. Rano siada przy stole mniejsze o połowę, w kapciach, i pije z tobą kawę jak człowiek.

tips & tricks
✦ Sonda Słodowa

Trzy serca ośmiornicy

Proszę Państwa, rzecz niebywała: ośmiornica ma trzy serca — i krew niebieską od miedzi.

Dwa serca tłoczą krew przez skrzela, trzecie rozsyła ją po ciele. Gdy ośmiornica płynie, to trzecie przestaje bić — dlatego woli pełzać. Krew bez tlenu traci błękit i robi się przezroczysta.

Na Wenus doba trwa dłużej niż rok: 243 nasze doby na obrót, 225 na okrążenie Słońca. Banan to botanicznie jagoda, a truskawka nie. Wieża Eiffla latem rośnie nawet o piętnaście centymetrów — zwykła rozszerzalność cieplna.

Zrób to sam: napisz coś sokiem z cytryny i poczekaj, aż wyschnie — kartka jest pusta. Przyłóż ją do żarówki albo ciepłego żelazka, a litery wychodzą brązowe z nicości. Sekret w cukrach, które brązowieją od ciepła wcześniej niż papier. List, który trzeba ogrzać, żeby przeczytać.

ciekawostki · zrób to sam
✦ Krótka piłka

Sześć strzałów na tydzień

Bez namaszczenia i bez owijania. Sześć rzeczy z różnych półek, każda warta Twojego tygodnia. Bierz, co pasuje, resztę zostaw na potem.

Książka. Olga Tokarczuk, „Prowadź swój pług przez kości umarłych" — kryminał, w którym podejrzanymi są sarny, a śledczą starsza pani od astrologii i Williama Blake'a. Agatha Christie spotyka ekologię. Ekranizację Agnieszki Holland znasz jako „Pokot".

Muzyka. Nick Cave & The Bad Seeds, „Ghosteen" (2019) — nagrana po śmierci syna, a brzmi jak światło wpadające pod drzwi. Słuchaj w całości, po ciemku, raz a porządnie.

Film. „Big Fish" Tima Burtona — syn rozdziela prawdę od bajki w opowieściach umierającego ojca. Pointa rozkłada na łopatki: czasem legenda jest prawdziwsza niż fakty.

Serial. „The Leftovers" (HBO) — znika dwa procent ludzkości, a serial nie tłumaczy dlaczego, bo nie o to chodzi. Najlepsza rzecz o wierze, stracie i trwaniu, jaką zrobiła telewizja.

Teatr. Michael Frayn, „Czego nie widać" — komedia o rozsypującym się spektaklu, grana od lat osiemdziesiątych i wiecznie wyprzedana. Sprawdź repertuar w okolicy.

Komiks. Art Spiegelman, „Maus" — Holokaust rysunkiem, w którym Żydzi są myszami, a naziści kotami. Pierwszy komiks z Pulitzerem.

książka · płyta · film · serial · teatr · komiks
✦ Kadr

Dwaj panowie z balkonu

W każdym odcinku „The Muppet Show" na balkonie siedzi dwóch starszych panów. Statler i Waldorf. Przychodzą na każde przedstawienie wyłącznie po to, żeby je zniszczyć. Pytanie, które rozkłada cały serial: skoro nienawidzą tego show, dlaczego przychodzą na każdy odcinek?

Mamy sto dwadzieścia odcinków i ani jednej nieobecności. Detektyw, który połączy te kropki, dochodzi do jedynego wniosku: oni to kochają. Krytyk, który nie odpuszcza, to fan, który się nie przyznaje.

„The Muppet Show" w 1976 roku nie chciała wziąć żadna amerykańska stacja. Za dziwne. Jim Henson pojechał więc do Anglii i nakręcił najukochańszy program rozrywkowy świata za plecami tych, którzy go nie chcieli. Zbudował teatr, w którym wszystko się sypie — i co tydzień kurtyna i tak szła w górę.

Kermit śpiewał „It's not easy being green" — nie jest łatwo być zielonym, czyli innym. Henson nie obiecywał, że będzie łatwo. Obiecywał, że warto mimo to wyjść na scenę. Kiedy następnym razem Twój wewnętrzny Statler zacznie buczeć, że nic Ci nie wyjdzie, przypomnij sobie, po co naprawdę przyszedł. Najgłośniej krzyczy ten, komu najbardziej zależy.

The Muppet Show · Jim Henson
☞ Palcem wskazane

Saul Leiter — facet, który się nie spieszył

Posłuchajcie historii, która powinna być zakazana w każdym poradniku sukcesu. Saul Leiter miał zostać rabinem. W wieku dwudziestu trzech lat rzucił teologię i pojechał do Nowego Jorku malować. Świat nie zauważył — przez pół wieku robił zdjęcia, których prawie nikt nie oglądał.

A były to zdjęcia, jakich wtedy nikt nie robił. Wszyscy fotografowali Nowy Jork w czerni i bieli; Leiter wziął przeterminowany Kodachrome i sfotografował miasto przez zaparowane szyby, w deszczu, przez odbicia w kałużach. Czerwony parasol w śnieżycy. To było malarstwo, które udawało, że jest fotografią.

Gdyby robił to dzisiaj, miałby milion obserwujących i kurs „Znajdź swój kolor w 30 dni". Wtedy miał czynsz i szafę slajdów, których nikt nie chciał. Przełom przyszedł, gdy miał osiemdziesiąt trzy lata: album „Early Color" (2006), który nazywał „swoją małą książeczką". Jego kadry zainspirowały później zdjęcia do „Carol" Todda Haynesa.

To nie jest historia o tym, że talent w końcu zostanie nagrodzony. Czasem nie zostanie. Leiter miał szczęście, że dożył swojego momentu — większość nie dożywa. To historia o facecie, który robił swoje przez pięćdziesiąt lat ciszy nie dlatego, że wiedział, iż przyjdzie nagroda, tylko dlatego, że nie umiał inaczej. Wskazujemy palcem. Nie spieszcie się tak.

fotografia · rekomendacja
✦ Kronika — same dobre wiadomości
6 czerwca 2026
  • Warszawa świętuje: Traktem Królewskim przechodzi V Parada Syrenki — korowód orkiestr, tancerzy i dwudziestu miejskich syrenek.
  • Maja Chwalińska gra w finale Rolanda Garrosa — Polka znów w wielkoszlemowym finale na paryskiej mączce.
  • W Opolu trwa 63. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki, amfiteatr pełny po brzegi.
2021
  • Polska wraca do życia po lockdownie: od dziś znów wolno tańczyć na weselach do 150 osób, otwierają się targi, konferencje i sale zabaw.
  • Za pięć dni rusza przełożone o rok mistrzostwa Europy — kontynent po pandemii znów dostaje piłkę i pełne trybuny.
  • Na kortach Paryża finałowy tydzień Rolanda Garrosa — tenis w najlepszym wydaniu.
2016
  • Cała Polska pakuje walizki na mistrzostwa Europy we Francji — reprezentacja poleci dalej, niż ktokolwiek śmiał marzyć, aż po ćwierćfinał.
  • Świat szykuje się na lato z „Pokémon GO" — za miesiąc miliony ludzi wyjdą z domów łapać potwory w parkach.
  • Radiohead wydaje „A Moon Shaped Pool" — płytę, której słucha się tego lata w kółko.
2006
  • 6.06.2006, godzina 6:06:06 — fani metalu na całym świecie ustanawiają Dzień Slayera i puszczają zespół na cały regulator.
  • Za trzy dni Niemcy otwierają mistrzostwa świata — zacznie się „Sommermärchen", letnia bajka, która rozkochała świat w futbolu na nowo.
  • Lato należy do telefonów z aparatem i pierwszych teledysków oglądanych na maleńkim ekranie — popkultura przenosi się do kieszeni.
1976
  • Gdzieś w Kalifornii George Lucas kręci dziwny film o kosmosie, w który nikt w Hollywood nie wierzy. Nazwie się „Gwiezdne wojny". Lucas zrzeka się gaży reżyserskiej w zamian za prawa do zabawek — najlepsza decyzja w dziejach kina.
  • Debiutuje Steadicam — kamera, która nauczyła się płynąć. Od teraz obraz może biec, tańczyć i wchodzić po schodach bez drżenia.
  • Pod koniec miesiąca w Toronto otworzą wieżę CN Tower — najwyższą wolnostojącą budowlę świata. Człowiek znów sięga wyżej, niż wypada.
kronika · bez polityki, bez wojen, bez katastrof
Wydaje Spark Station
Link skopiowany — wklej w relacji lub w bio