Dziś w numerze:
Podsiadło, AI i widły internetu
Madonna wraca na parkiet — „Confessions II" na Tribece

Pismo humorystyczno-magiczne dla ludzi i istot ciekawych świata
Numer pierwszy8 czerwca 2026Cena: 2 szelągi

Zrobił, nie wygenerował

O maszynach, które miały nas zastąpić, a podały nam pędzel

✦ Felieton numeru

Maszyna do zapominania

Dawid Podsiadło puścił teledysk „na błysk", użył sztucznej inteligencji do efektów. I internet chwycił za widły. Tłum, który krzyczy „AI zabiera ludziom pracę", jako dowód pokazuje materiał, przy którym czterdzieścioro ludzi tę pracę dostało.

Zarzut brzmi dumnie: poszedł na łatwiznę. Popatrzmy więc na tę łatwiznę z bliska.

Czterdzieścioro ludzi. Miesiąc zdjęć po całej Warszawie, kilkadziesiąt lokacji, obraz kręcony kamerą, zmontowany z prawdziwych ujęć w klimacie starego VHS-u. Sztuczna inteligencja weszła na sam koniec: po zamknięciu montażu, do efektów, jako jedno z wielu narzędzi. Tyle z relacji ekipy. Reszta to domysły dorobione przez komentarze pisane wielkimi literami.

Bo jak wygląda taka produkcja od środka? Ktoś buduje look. Ktoś stawia sceny. Ktoś montuje, koloryzuje, robi dźwięk, dokleja zdjęcia z planu, czyści kadry i ratuje to, czego model nie dowiózł. „Generuj" to może pięć procent roboty. Cała reszta to ci sami fachowcy, co przy każdym innym klipie — tyle że nikt im tym razem nie podziękował.

Niech będzie jasne: klikanie „generuj" bez pomysłu istnieje. Tak rodzi się slop, którym zalany jest internet, a Wspaniałości gardzą nim z całą mocą. Ale slop a świadoma produkcja z reżyserem, ekipą i decyzją na każdym etapie to dwie różne planety.

Jest jeszcze warstwa, którą krytycy przegapili — a szkoda, bo najpiękniejsza. „Na błysk" wyrasta z „Zakochanego bez pamięci" Gondry'ego. Z filmu o maszynie, która wymazuje wspomnienia. Utwór jest o modyfikacji pamięci. Narzędzie, które potrafi zmyślić obraz, jakiego nigdy nie było, leży tu w samym sercu tematu. Forma podaje rękę treści. I to nie przypadek, tylko reżyseria.

Smaczek dla pamiętliwych: ten sam lęk wraca co pokolenie. „To nie prawdziwe instrumenty" — mówiono o syntezatorze. „To oszustwo" — o autotunie. „To nie sztuka, to mechanika" — o fotografii, sto pięćdziesiąt lat temu. Za każdym razem ktoś bronił rzemiosła przed maszyną, i za każdym razem rzemiosło maszynę wchłaniało, przeżuwało i robiło z niej pędzel.

„Dziś AI w klipie, jutro AI będzie śpiewać za ciebie" — ostrzegają. To już nie recenzja teledysku. To lęk przebrany za recenzję. Lęk rozumiem, sam czasem go mam. Tylko celuje w nie tego.

Można wyklikać obrazek. Film trzeba zrobić — i tu akurat go zrobiono, w czterdzieści par rąk.

Spark · felieton numeru
✦ Recenzja

Everybody here is a work of art

Piątek, 5 czerwca, Beacon Theatre w Nowym Jorku. Madonna, sześćdziesiąt siedem lat, od czterdziestu na szczycie, pokazuje na Tribece „Confessions II". Dziesięć minut filmu-albumu, w którym Benedict Cumberbatch, Julia Garner i Sabrina Carpenter błądzą po surrealnym, mocno nieprzyzwoitym śnie o klubie. „To jest o połączeniu", mówi po seansie. Obejrzałem. I wiecie co? Nie kłamie. Mother is back, w wielkim stylu.

Tytuł mówi prawdę. To sequel „Confessions on a Dance Floor" z 2005 roku, płyty, która ściągnęła ją z powrotem na parkiet akurat wtedy, gdy świat szykował jej miejsce w gablocie z napisem „legenda". Dwadzieścia lat później Madonna nie odgrzewa tamtego krążka. Ona wraca do domu. Do nowojorskich klubów, do nocy kończących się o świcie, do kina, w którym przesiadywała jako młoda.

Wyreżyserował to duet TORSO, czyli David Toro i Solomon Chase. Całość kręci się wokół pierwszych sześciu kawałków płyty (jest „I Feel So Free", jest „Bring Your Love" z Sabriną Carpenter) i leci jednym ciągiem, bez przerw między piosenkami. Obsada jak na galę: obok Cumberbatcha i Garner dorzucili Feida i Debi Mazar. Lasery, nagie ciała, kostiumy jak z innej planety. I ani jednej minuty, w której film by przysiadł. Polski akcent, którego grzech nie zauważyć: storyboard do tego całego snu rysowała Zuzanna Kossak.

Pod tym całym blaskiem siedzi jedno zdanie, od którego bierze się tytuł. Everybody here is a work of art. Klub jako miejsce, w którym nie ma lepszych i gorszych, a każde ciało jest dziełem. I to właśnie ratuje film przed byciem pustym pokazem fajerwerków. Bo Madonna nie pyta tu, czy wolno jej jeszcze tańczyć. Ona przypomina, po co w ogóle się na ten parkiet wychodzi.

Sześćdziesiąt siedem lat. Branża od trzech dekad powtarza jej „zwolnij", a ona robi dziesięciominutowy film o tym, że z ciała i z tańca się nie wyrasta. To jest deklaracja. Zadziorna i w stu procentach jej własna. I rzadka rzecz przy legendach tego kalibru: to się naprawdę ogląda, a nie tylko z grzeczności docenia.

Na koniec gest, który mnie rozbroił. „Confessions II" ląduje na YouTube za darmo, dla wszystkich. Królowa, która całe życie sprzedawała ekskluzywność, oddaje najnowszy spektakl temu samemu parkietowi, z którego kiedyś wyszła. Mother is back. Wejdź na parkiet i sprawdź sam.

Madonna · „Confessions II" · Tribeca 2026 · recenzja
✦ Poradnik babci Aliny

Na wypalenie? Rosół, nie kawa

Babcia Alina radzi krótko, bo pranie samo się nie złoży.

Na wypalenie. Jak garnek wykipi, babcia nie dolewa ognia, tylko ściąga z palnika. Ty dolewasz kawy. Wypalony człowiek nie potrzebuje więcej paliwa, tylko mniej ognia. Idź spać. Robota poczeka, a jak nie poczeka, to nie była twoja.

Na zazdrość. Patrzysz sąsiadowi w talerz i twój własny obiad nagle smakuje gorzej. A to ten sam obiad co przed chwilą. Zazdrość nie mówi nic o sąsiedzie. Mówi tylko, że przestałeś czuć smak własnego życia. Posól i jedz.

Na odkładanie decyzji. Jak nie wiesz, czy wstać, to znaczy, że albo za wcześnie, albo już za późno. Najgorzej leżeć w pół drogi. Rzuć monetą. Nie po to, żeby zrobić, co wypadnie, tylko żeby w locie poczuć, na co naprawdę liczysz.

tips & tricks
✦ Sonda Słodowa

Diamenty w płomieniu świecy

Proszę Państwa, rzecz niebywała: w płomieniu zwykłej świecy co sekundę powstaje około półtora miliona maleńkich diamentów.

Wykazał to zespół z uniwersytetu w St Andrews. W gorącym sercu płomienia węgiel układa się na ułamek chwili w diamentowe okruchy, które zaraz spalają się na dwutlenek węgla. Świeca to fabryka brylantów, która natychmiast zjada własną produkcję.

Do kompletu: ślimak ma na języku kilkanaście tysięcy ząbków. Stado flamingów to po angielsku „flamboyance", a różowe są od tego, co jedzą; na białej diecie bledną. Krewetka nosi serce w głowie.

Zrób to sam: postaw szklankę z wodą na nasłonecznionym parapecie tak, by pół szklanki wystawało poza krawędź, a pod nią połóż białą kartkę. Woda załamie światło i na kartce wyląduje własna, domowa tęcza. Newton robił to samo pryzmatem. Ty masz pryzmat w kuchni.

ciekawostki · zrób to sam
✦ Krótka piłka

Sześć strzałów na tydzień

Bez namaszczenia i bez owijania. Sześć rzeczy z różnych półek, każda warta Twojego tygodnia. Bierz, co pasuje, resztę zostaw na potem.

Książka. John Williams, „Stoner". Życie cichego wykładowcy z prowincji, w którym niby nie dzieje się nic, a dzieje się wszystko. Najpiękniejsza powieść o przegranej, jaką pokochasz. Wyszła w 1965. Świat połapał się pół wieku później.

Muzyka. Talk Talk, „Spirit of Eden" (1988). Zespół od synthpopowych przebojów zamknął się w ciemnym studiu i nagrał płytę, która wymyśliła post-rock. Cisza jako instrument. Słuchaj w całości albo wcale.

Film. „Paterson" Jima Jarmuscha. Kierowca autobusu pisze wiersze w przerwach i kocha swoje powtarzalne życie. Rzecz o tym, że zwyczajność, jak się jej przyjrzeć, jest cała w wierszach.

Serial. „Detectorists" (BBC). Dwóch facetów z wykrywaczami metali łazi po angielskich polach i prawie nic nie znajduje. Najczulsza opowieść o przyjaźni i czasie, jaką zrobiła telewizja.

Teatr. Tom Stoppard, „Rosencrantz i Guildenstern nie żyją". Dwie trzecioplanowe postaci z „Hamleta" dostają własną sztukę i nie bardzo wiedzą, co z nią zrobić. Komedia o byciu statystą we własnym życiu.

Komiks. Marjane Satrapi, „Persepolis". Dzieciństwo w rewolucyjnym Iranie, czarno-białe, z humorem ostrym jak żyletka. Dowód, że największą historię opowiada się najprostszą kreską.

książka · płyta · film · serial · teatr · komiks
✦ Kadr

Piłka, która miała twarz

Chuck Noland rozbija się na bezludnej wyspie. Z paczek, które przypłynęły razem z nim, wyjmuje piłkę do siatkówki. Kaleczy dłoń, odciska na niej krwawy ślad, dorysowuje oczy i usta. Nazywa ją Wilson. I rozmawia z nią przez cztery lata.

Wilson to marka piłki. Najsłynniejsza lokata produktu w dziejach kina, która przestała być reklamą i stała się postacią drugoplanową, o którą widz się boi. Tom Hanks gra całe sceny do kawałka skóry, a my naprawdę w to wierzymy, bo on wierzy pierwszy.

A potem, w drodze powrotnej, Wilson odpływa. Człowiek, który przetrwał katastrofę, głód i samotność, łamie się dopiero wtedy: przy piłce znikającej na falach. Cała widownia płacze nad przedmiotem. Nad piłką.

Bo Wilson nigdy nie był piłką. Był dowodem, że Chuck wciąż ma do kogo mówić. Każdy z nas ma swojego Wilsona. Kogoś albo coś, co słucha, gdy naprawdę nie ma kto. Nie chodzi o to, żeby odpowiadał. Chodzi o to, żeby był.

„Cast Away" · Robert Zemeckis · 2000
☞ Palcem wskazane

Bill Watterson — facet, który powiedział dość

Posłuchajcie historii, która powinna być zakazana w każdym poradniku biznesu. „Calvina i Hobbesa", chłopca i jego tygrysa, którego żywego widzi tylko on, czytało jakieś trzysta milionów ludzi w dwóch tysiącach gazet. A potem, w 1995 roku, na samym szczycie, Bill Watterson odłożył pióro i zniknął.

Mógł zarobić fortunę. Wytwórnie waliły drzwiami: pluszowy Hobbes, film, kubki, koszulki, serial. Watterson powiedział „nie" każdej z tych ofert. Uważał, że Calvin sprzedany na kubek przestaje być Calvinem. Przez dziesięć lat bił się z syndykatem nie o pieniądze, tylko o prawo do dużej, rozkładanej niedzielnej planszy. Żeby rysunek miał gdzie oddychać.

Gdyby robił to dziś, miałby imperium licencji i kurs „Zbuduj markę osobistą w 30 dni". Wybrał odwrotnie: zwinął najukochańszy komiks świata, póki był najlepszy, i wrócił do Ohio malować obrazy, których prawie nikt nie ogląda. Tej naklejki z siusiającym Calvinem, którą widujesz na samochodach, nigdy nie autoryzował. To wszystko piractwo.

To nie jest historia o tym, że trzeba odejść. To historia o tym, że można. Że da się spojrzeć na szczyt, na którym wszyscy chcą zostać na zawsze, i zejść z niego o własnych siłach, bo się powiedziało, co się miało do powiedzenia. Wskazujemy palcem. Nie wszystko musi się skończyć kubkiem.

komiks · sylwetka
✦ Kronika — same dobre wiadomości
8 czerwca 2026
  • Nowy Jork świętuje ćwierćwiecze festiwalu Tribeca. Przez dwa tygodnie miasto żyje kinem, muzyką i premierami, od Madonny po dokumenty z całego świata.
  • Dni są najdłuższe w roku; za dwa tygodnie najkrótsza noc, a nad wodą zapłoną sobótkowe ognie.
  • W całej Polsce ruszają plenerowe kina i potańcówki. Sezon, w którym ekran wychodzi pod gołe niebo, a parkiet na rynek.
2021
  • Za półtora miesiąca Tokio wreszcie dostanie swoje przełożone igrzyska; po roku przerwy świat znów ma wspólny powód, żeby usiąść przed telewizorem.
  • Lato 2021 należy do „Sour" Olivii Rodrigo; debiut osiemnastolatki leci z każdego otwartego okna.
  • Bo Burnham wrzuca na Netflix „Inside", godzinny album-spektakl nagrany w jednym pokoju, o którym mówi cały internet.
2016
  • Za parę tygodni LeBron James przyniesie Cleveland pierwszy wielki tytuł od pół wieku; całe miasto wstrzymuje oddech.
  • Lato 2016 gra „Lemonade" Beyoncé, płytę-wydarzenie, o której mówią wszyscy.
  • Za miesiąc Netflix wypuści „Stranger Things" i całe lato zniknie w miasteczku Hawkins.
2006
  • Lato 2006 gra „Crazy" Gnarls Barkley; numer, który wychodzi z każdego radia i każdej komórki.
  • W kinach „Auta" Pixara. Premiera, po której całe pokolenie dzieciaków nauczy się nazw modeli szybciej niż tabliczki mnożenia.
  • Za miesiąc startuje serwis, na którym ludzie zaczną pisać króciutkie wiadomości, najwyżej sto czterdzieści znaków; nazwą go Twitter.
1976
  • Nieznany aktor sprzedaje własny scenariusz pod jednym warunkiem: że sam zagra główną rolę. Jesienią świat pozna „Rocky'ego", a jego — Sylvestra Stallone.
  • W kalifornijskim garażu dwóch Steve'ów składa pierwszy komputer i zakłada firmę o nazwie Apple.
  • W Montrealu szykują się letnie igrzyska, a mała Rumunka Nadia Comăneci za miesiąc dostanie pierwszą dziesiątkę w historii gimnastyki. Tablica wyników nie była nawet gotowa, by ją pokazać.
kronika · bez polityki, bez wojen, bez katastrof
Wydaje Spark Station
Link skopiowany — wklej w relacji lub w bio